poniedziałek, 16 lutego 2015

Napalony goryl

Nigdy nie czułam się tak jak tego dnia, tuż po pobudce. W mojej głowie panował wielki mętlik. Dałam się od tak po prostu porwać,zamknąć w "więzieniu" i do tego wszystkiego ktoś ukrywa przede mną prawdę o moim życiu. Co powinnam zrobić w tym momencie? Chyba potrzebuję rady Diego. Tylko jak mam się do niego dostać, skoro nawet nie wiem, gdzie jestem teraz wywieziona. 

Podniosłam się z materaca i rozejrzałam się po mojej sypialni. Kolejny raz szukałam drogi ucieczki, ale na pewno nie chciałam ryzykować skręcenia kostki skacząc z okna. 
Ruszyłam w kierunku drzwi. Stanęłam przy nich i szarpnęłam za klamkę kilka razy, stwierdzając, że ta czynność nie ma większego sensu. Jedynie co, mogłam zrobić to zwrócić na siebie niepotrzebnie uwagę. 
Cofnęłam się w głąb pokoju. Usiadłam na materacu. 
Wcześniejsze myśli o ucieczce nagle gdzieś wyparowały. 
Nie potrafiłam, ułożyć chociażby jednej składanej myśli. 
Nie wiedziałam co mam zrobić. 
Nie było żadnego rozwiązania tej beznadziejnej sytuacji. 
Wszystkie możliwości ucieczki były odcięte. 
Podniosłam się flegmatycznie. Otworzyłam szafę, wyjęłam ubrania i bieliznę. Weszłam do łazienki i przejrzałam się w lustrze. Dopiero do mnie dotarło, że noc przespałam we wczorajszych ubraniach. 
Wzięłam prysznic i ubrałam czarne szorty z jasnoniebieskim podkoszulkiem. 
Wyszłam z łazienki i zdębiałam. Na łóżku odwrócona do mnie tyłem siedziała kobieta z rozpuszczonymi brąz włosami sięgającymi pasa. Odwróciła się. Moim oczom ukazała się bardzo ładna,delikatna i kobieca twarz. Ciemnozielone oczy nadawały dziewczynie nutki tajemniczości. 
Chwilę mierzyłyśmy się wzrokiem, aż końcu dziewczyna wstała i podeszła do mnie. 
Była ubrana w jeansowe spodenki i czarną koszulkę
-Cześć Cath, jestem Avery.-uścisnęłam wyciągniętą rękę . Zaraz, zaraz skąd ona znała moje imię?-Chcesz coś do jedzenia? Może masz ochotę na kawę? 
-Pokaż mi gdzie jest kuchnia i coś sobie zrobię.-spojrzałam w jej zielone tęczówki. 
-Od tego to jestem tu ja. 
Co? On ma nawet kucharkę? 
-Jesteś kucharką? 
-No coś w tym stylu Kaspian jest moim przyjacielem i po prostu dał mi pracę gdy było ciężko. Pomagam tu we wszystkim.-powiedziała i odwróciła się na pięcie. Ruszyła do drzwi.-Idziesz?-zapytała nie odwracając się. Chwyciła klamkę i nacisnęła ją, następnie przyciągnęła do siebie. 
-Jasne.-podbiegłam do niej i wyszłyśmy na korytarz. 
Zeszłyśmy na dół po schodach, skręciłyśmy w prawą stronę i weszłyśmy prosto do kuchni. 
Serce domu było nowocześnie urządzone. Meble koloru białego idealnie współgrały z granatowym kolorem ścian. Na środku kuchni stał duży, biały, ośmioosobowy stolik. Do pomieszczenia przez duże okno wdzierały się promienie słoneczne. 
-Nie masz dużego wyboru, bo chłopacy na śniadanie wyjedli całą zawartość lodówki. 
-Chłopacy?-zapytałam siadając na najbliższym krześle stojącym przy stole.
-Ciężko jest pilnować tak dużego majątku.-dziewczyna nieznacznie się zmieszała. Jednak po chwili na jej twarzy znów zagościł uśmiech przeznaczony dla mnie. 
-Jasne. 
-To co chcesz? 
-Wypiłabym kawę i zjadłabym kanapkę z szynką. 
-Już się robi. 
Po chwili przede mną wylądował talerzyk z dwoma kromkami chleba z szynką oraz czarny kubek z kawą rozpuszczalną. Upiłam łyk gorącego napoju i rozkoszowałam się smakiem. 
-Mam prośbę.-powiedziałam ogrzewając palce ciepłem kubka. 
-Tak? 
Dziewczyna wydała mi się warta zaufania. Postanowiłam zaryzykować i poprosić o pomoc. Musiałam się dostać do Diego. 
-Czy zawiozłabyś mnie do...mojego znajomego? Byliśmy umówieni na dziś, ale no jak widzisz jestem tutaj. 
-Nie, o nie. Dostałam nakaz pilnowania cię. Nie uwzględniono w nim żadnych wyjazdów. 
-Avery, proszę. To bardzo ważne. Muszę się z nim spotkać. 
-No nie wiem.-pokręciła głową i spojrzała w okno.-Zapewne będę tego żałowała, ale trudno. Zbieraj się. 
Uśmiechnęłam się i wstałam od stolika. 
-Masz może jakieś adidasy?-zapytałam. 
-Chodź.-brunetka wyprowadziła mnie z kuchni i stanęła w przedpokoju przy niskiej szafce. Otworzyła drzwiczki.-Druga półka jest cała twoja.-powiedziała i sama wzięła buty z pierwszej półki. Podeszłam i wzięłam pierwsze z brzegu sportowe buty. 
Wyszłyśmy drzwiami, które prowadziły prosto do garażu. 
Avery usiadła za kierownicą srebrnego mini vana. Zachęciła mnie, bym czym prędzej zajęła miejsce tuż obok i tak też zrobiłam. Zielonooka przycisnęła guzik na małym pilocie, po czym drzwi garażu uniosły się ku górze, pozwalając nam wyjechać z zacienionego miejsca. 
Moim oczom ukazał się zadbany podjazd. Pełen różnorodnych roślin. Pojechałyśmy prosto przed siebie. Zatrzymałyśmy się przed czarną mosiężną bramą. 
-Cześć Avery, gdzie zabierasz ją?-zapytał chłopak stojący przy wyjeździe. 
Był wysokim, dobrze zbudowanym blondynem. Z intensywnie niebieksimi tęczówkami, które porażąły swoim kolorem. Uśmiechał się, przy czym na jego prawym policzku gościł dołeczek. 
I jak tu się nie uśmiechać? 
-Jedziemy na zakupy. Kaspian kazał mi ją pilnować, a nie mam zamiaru zostawić jej z tobą. Napalonym gorylem.-uśmiechnęła się, a chłopak lekko zarumienił.-Dobra Carlos. Otwieraj tą bramę. 
Blondyn zrobił to co nakazała mu brunetka i ruszyłyśmy w dalszą podróż


ZOSTAWIAM TO WSZYSTKO BEZ KOMENTARZA.

wtorek, 3 lutego 2015

Znamię

Z impetem zostałam rzucona na tylne siedzenia czarnego SUVA. Dziś pobiłam wszelkie rekordy w krzyczeniu na jakiegoś kretyna. I aż się dziwie mojemu gardłu. 


Czekoloadowoki usiadł na miejscu kierowcy i z piskiem opon ruszył. Na pewno robił to specjalnie! Na pewno! Chciała dać nauczkę wjeżdżając na te wszystkie dziury. Specjalnie. 

Po kilkunastu minutach samochód się zatrzymał, a Kaspian wysiadł z samochodu. Otworzył tylnie drzwi i po raz kolejny przerzucił mnie przez swoje ramię. Świetnie. 
Wszystko w mojej głowie wirowało. Nawet nie zauważyłam kiedy wyładowałam na miękkim materacu. 
Usłyszałam dźwięk zamykanych i zakluczonych drzwi. 
Marzyłam o luksusowym więzieniu! Największe marzenie mojego życia właśnie się spełniło. 
Podniosłam się do siadu. Pokój był nieduży. Białe ściany były przyozdobione obrazami, o różnorodnych kolorach. Przy zachodniej ścianie stała wielka drewniana szafa, kilka mniejszych szafek,komoda i wszystkie w tym samym kolorze-głębokim brązie. Przy wschodniej ścianie znajdowały się drzwi-najprawdopodobniej za nimi znajdowała się łazienka, obok stało drewniane biurko. Przy południowej ścianie stało duże, jednoosobowe łózko na którym siedziałam, obok stała szafka nocna z małą lampką. Na tej samej ścianie znajdowały się dwa równie duże okna. Jednak jest szansa ucieczki! 
Zerwałam się z łózka i czym prędzej pociągnęłam za uchwyt. Nie, nie chciałam go rozwalić, po prostu w przypływie adrenaliny niekontrolowałm swojego ciał i siły wkładanej w każdy ruch. 
Okno otworzyło się do wewnątrz, a moją twarz owiał przyjemny letni wietrzyk. Wciągnęłam do płuc świeże powietrze. Spojrzałam w dół, aby sprawdzić jaka wysokość dzieliła mnie od ziemi, no świetnie. Znajdowaliśmy się na piętrze, ale nie chciałam ryzykować zwichnięcia lub złamania kostki skokiem z pierwszego piętra. Przymknęłam okno i wróciłam na uprzednie miejsce. 
Ten gbur nawet nie pozwolił mi pożegnać się z wujkiem. Kompletny idiota. Powiesiłbym takiego-pomyślałam i po raz kolejny podniosłam się z idealnie miękkiego materaca. Ruszyłam do drewnianej szafy. Otworzyłam ją a moim oczom okazały się wieszaki pełne ubrań. 
Ubrań, które w większości nie pasowały do mnie. Do mojego stylu i natury. 
Znalazłam parę czarnych szortów i zieloną koszulkę. Przeszukałam szuflady komody i znalazłam czystą bieliznę. Obrałam za kierunek drzwi. Chwyciłam za klamkę i na chwilę moje myśli zaczęły wirować w innym kierunku. A jeśli tam nie ma łazienki? Skąd masz wiedzieć czym on się zajmuje? Wiesz tylko jedno: on sponsoruje jedyną rozrywkę Bornsvill-wyścigi motorowe. 
Nie.-odpędziłam wszystkie myśli i pociągnęłam za klamkę. Otworzyłam drzwi i wymacałam włącznik światła. Blask żarówki rozświetlił każdy centymetr pomieszczenia. 
Odetchnęłam z ulgą. 
To łazienka. 
Ściany były wyłożone czarnymi kafelkami, tak samo jak podłoga. Białe i czerwone detale, jak umywalka,prysznic,szafki czy chociażby lampy dodawały pomieszczeniu szyku, elegancji i nowoczesności. Uśmiechnęłam się i podeszłam do umywalki nad którą wisiało lustro. 
Związałam włosy w koka i okręciłam wodę pod prysznicem,zdjęłam ubrania i weszłam pod strumień gorącej wody. Po tylu okropnych wrażeniach z dzisiejszego dnia mogłam pozwolić sobie na rozluźnienie. 

***

Leżałam na łóżku wpatrując się w sufit. Nie potrafię nic nie robić. Ciągle się wiercę i wierzgam nogami. Cholera ile już minęło? Godzina? Dwie? Trzy? Boże, Cath przestań tyle myśleć to się robi już nudne i głupie. 
Kroki na korytarzu niebezpiecznie zbliżyły się do drzwi mojego pokoju. 
Ktoś rozmawiał przez telefon. 
Nie ktoś. 
Ten dupek. 
-Nie panie Laingrot-gada z moim wujkiem!-musi pan powiadomić ją o tym samodzielnie. Ja nie mam zamiaru plątać ją w te bajery. Cath przejdzie wszystkie kursy...Nie, nie nie....mówiłem panu co oznacza jej znamię na brzuchu.-cholera! Skąd ten skurwiel wie gdzie mam znamię. Uspokój się dziewczyno. Oddychaj. Dowiedz się więcej.-nakazałam sobie.-Tak. Ma pan dobrą pamięć. Ależ nie...(śmiech).Tłumaczyłem panu milion razy, prawdę powie pan jej sam. Ja w tamtą błahostkę wcale się nie mieszam... Niech się pan o nią nie martwi, w moim domu jest bezpieczna. Tak. Porozmawiam z nią. Postaram się jeszcze dzisiaj.-brunet zakończył rozmowę i włożył klucz do zamka. Zgrzytnięcie i już chwycił za klamkę. Zamknęłam oczy. Oddychaj równomiernie. Spokój. 
Wszedł do pokoju i po kilku krokach znalazł się na łóżku. Usiadł i położył rękę na moim policzku. 
-Nie pozwolę, żeby cokolwiek ci się stało. Obiecuje. Kocham cię. Wyśpij się kochanie. Jutro czeka cię trudny dzień.-pocałował mnie w czoło i wyszedł. 
Nie zamknął tym razem drzwi na klucz. 
Starłam ręką z czoła niewidzialną ślinę i przewróciłam się na bok. Po chwili zasnęłam. 

NOTATKA OD AUTORKI :

Kolejny rozdział za Nami !
Na obu blogach pojawiły się rozdziały.
Zapraszam do czytania i komentowania.
Przy okazji informuję o zakładce SPAM !!!