niedziela, 8 marca 2015

Kolejne sekrety

I może dlatego jeszcze nie oszaleliśmy ze strachu, bo w pewnym stopniu dalej wydaje nam się, że to nie jest do końca prawda. Wmawiamy sobie, że gramy w filmie, że to wszystko, co dzieje się wokół nas, to akcja taniego, telewizyjnego horroru. Albo jesteśmy ofiarami jakiegoś artystycznego eksperymentu, bohaterami reality show bez wcześniejszego castingu i poinformowania o udziale, my tu siedzimy, a ktoś doskonale się bawi, oglądając nas w galerii lub telewizji internetowej 

Czułam się właśnie tak od dnia, gdy dowiedziałam się, ze mam wyjść za mąż, że mam mieć męża, że ktoś będzie nade mną panował. Ktoś miał się stać górą. Jeszcze nigdy się nie zdarzyło, żeby ktoś górował nade mna. Każdy mój związek kończył się przed tym głupim tekstem "zostaniesz moją dziewczyną". Czyli trwał przeciętnie tydzień. A to mi wystarczało. Dobry, niezobowiązujący "związek". Związek, który pozwalał mi na wszystko. A najbardziej byłam zadowolona z tego, ze miałam czas na zawody. Teraz miałabym to wszystko rzucić i zostać kurą domową w wieku dwudziestu lat?
Nie, na pewno nie.
Wysiadłam ze srebrnego SUV'a. W przeciągu minuty pokonała dystans dzielący ją i drzwi tego wielkiego budynku.
Zatrzymał mnie dopiero dźwięczny głos.
Męski głos.
-Gdzie wy do cholery byłyście?!
Kaspian.
Odwróciłam się na pięcie i spojrzałam prosto w jego brązowe oczy.
-Nudziło mi się i poprosiłam Avery, żebyśmy pojechały na wycieczkę.
Mężczyzna przeniósł rozgniewany wzrok na dziewczynę. A ona,co? Spuściła głowę i weszła do domu trzymając w rękach papierową paczkę z zakupami. Minęła mnie, nawet nie obdarzając ani jednym spojrzeniem. Wpatrywałam się w klamkę i odległość dzieląca mnie od drzwi. Zaledwie dwa kroki i mogłabym go uniknąć .
-Musimy porozmawiać.
-Chyba nie mamy o czym.-odpowiedziałam.
-Mylisz się. Mamy wiele spraw do omówienia i nie chodzi mi o nasze wesele. Musimy porozmawiać poważnie na pewne tematy.
Kiwnęła głową,zgadzając się.
Dlaczego, by nie?-pomyślałam-Nie mam chyba nic do stracenia. On trochę pogada i będę mogła iść do swojego pokoju i obmyślać jakiś plan swobodnego wyjścia z domu na jutrzejsze wyścigi. 
Pociągnął mnie za rękę. Obeszliśmy dom i weszliśmy, przez tylne drzwi, których nie widziałam do tej pory. Weszliśmy na górę po schodach, skręciliśmy w pierwsze drzwi po lewej.
To był gabinet Kaspiana, świadczyły o tym: brązowe biurko stojące na środku ciemnoszarego pomieszczenia i kilka innych mniej widocznych na pierwszy rzut oka rzeczy.
Usiedliśmy na czarnej sofie, tuż obok małego,szklanego stolika do kawy. Rozejrzałam się po gabinecie. Na północnej ścianie wisiały dyplomy,referencje,podziękowania, kilka zdjęć , a także znajdował się tam duży balkon. Przy wschodniej ścianie stały regały z książkami i innymi mniej ważnymi gratami. Na środku stało drewniane biurko z laptopem i innymi szpargałami.Tuż obok mebla stały dwa krzesła jedno z przodu, drugie z tyłu. Zachodnia ściana była bardziej pusta od pozostałych. Stała przy niej jedynie sofa i szklany stoliczek, a także mini barek. Podłoga była wyłożona czarną wykładziną.
-Chcesz coś do picia? Coś mocniejszego, czy jakiś sok?
-Masz może wiskey?
-Jasne.-powiedział. Wstał z sofy i podszedł do mebla. Wyjął dwie szklanki. Do każdej wrzucił po dwie kostki lodu i zalał złocistym trunkiem. Podał dziewczynie i usiadł obok.
-Więc o czym chciałeś rozmawiać?-zapytałam, po wypiciu zawartości szklanki.
Alkohol, mocny alkohol zaczął rozchodzić się po ciele. Palił gardło i przełyk. Byłam przyzwyczajona, do tego. Piłam różne drinki, czasami nawet to nie były drinki. Bo jak można nazwać wódkę zmieszaną z tequilą i whiskey? Ale to piła już gdy była bardzo zalana i nic jej nie mogło popsuć humoru.
-O tobie.
Dobrze, że wypiłam całą szklankę, bo mogłabym się zakrztusić gdyby właśnie teraz delektowała się tym mocnym smakiem.
-Ale...Ale, jak to o mnie?
-Normalnie. Mam porozmawiać z tobą, bo twój wujek mnie prosił. Powiedział, że nie ma sił na tłumaczenie Ci wszystkiego od samego początku, że ja mógłbym to zrobić.
-Ale o co chodzi?
-Jesteś bardzo niecierpliwa.
Po raz kolejny wstał z czarnego siedziska i podszedł do mini barku. Wyjął karafkę ze złocistym płynem i postawił ja na szklanym blacie stolika, tuż obok mojej szklanki .
-Jestem niecierpliwa i co z tego? Wątpię, że miałeś mi powiedzieć o tym, że jestem w gorącej wodzie kąpana. Wątpię. Wujek mówił mi to chyba milion pięćset razy.
-Masz rację. Nie o tym mieliśmy rozmawiać.
-Więc, o czym?
-Tylko obiecaj, ze nie zaczniesz się śmiać ani nie zrobisz żadnej głupoty.
-Jasne.
-Chodzi o to, że ty nie jesteś człowiekiem.
-A kim? Kosmitą?
-Nie Cath. Jesteś hybrydą. Pół człowiekiem, pół demonem.
-Słuchaj, jeśli miałeś mnie tym argumentem jakoś zmusić do ślubu, czy coś. To Ci się nie udało. Wymyśl coś lepszego.-wstała, ale on pociągnął mnie za rękę i wróciłam na poprzednie miejsce.- Co?!
-Posluchaj mnie do końca. Dobrze?
-Dobra..
-Twoja matka nie żyje, ale twój ojciec jest demonem duszy. On żyje Cath. Twój ojciec nie umarł i próbuje cię zabić.
-Co? Ale…Przecież, odwiedzałam ich grób.
-Nazwisko twojego ojca zostało dopisane. Pod ziemią znajduje się tylko trumna ze zwłokami twojej matki. Twój ojciec żyje
Nie wierzyłam mu. To było nie możliwe i głupie. Demony nie istnieją. Żadne podobne wytwory nie istnieją. To wymysł autorów książek lub bajkopisarzy. Ale żadne demony, anioły, czarownice nie istnieją.-tak myślałam, a do głowy przyszła mi nagle pewna myśl.
-Przyjmijmy, że ci w części wierze. Kim więc jesteś ty?
-Jestem demonem ognia.-dotknął jej ręki. Jego skóra była gorąca, tylko dlaczego wcześniej tego tak nie odczuwała? Czuła emanujące od niego ciepło.
-Dlaczego? Dlaczego mi to mówisz?
-Bo muszę, bo mam cie chronić. Bo cię kocham.
-Nie kochasz mnie! Nawet mnie nie znasz!
-Owszem, znam. I wiem o tobie o wiele więcej niż ty sama o sobie.
-Jasne.
-No a kto ci powiedział, o tym kim jesteś naprawdę? Jesteś pół demonem duszy. Możesz manipulować ludźmi i demonami, masz dar widzenia uczuć a nawet tworzenia snów.
-Ja teraz wyjdę, bo to chyba jakaś tandetna komedia.
-Jak mam ci to inaczej wyjaśnić? Jesteś pół demonem duszy. Twój wujek o tym wiedział od zawsze. Zapytaj go. Na pewno ci powie.
-Zawieź mnie do niego.
-Oczywiście.
I pojechaliśmy. Po pół godzinie byliśmy na miejscu. Wbiegłam do domu wujka.
Teraz musiałam tylko usłyszeć „nie słoneczko, to tylko głupi żart, przecież demony nie istnieją”. 
A jeśli usłyszę „tak, to prawda”...

Załamię się. Mój świat zostanie zachwiany. MOje dotychczasowe życie przekręci się o sto osiemdziesiąt stopni. Wszystko, co było do tej pory straci sens, bo przecież żyłam w kłamstwach. Odwiecznych kłamstwach I do tego doszedłby fakt, że mój ojciec żyje i chce ją zabić.
-Wujku!
-O Cath, jak miło cię widzieć.-czterdziestoletni mężczyzna siedział w salonie na fotelu, oglądając program telewizyjny.
-Wujku powiedz, że to nie prawda. Powiedz że mój ojciec nie żyje. Powiedz, że nikt nie próbuje mnie zabić.
Mężczyzna podniósł się z fotela i mocno przytulił mnie, a ja nie wytrzymałam i się rozpłakała. Moje poprzednie życie legło w gruzach. Cały czas żyłam w kłamstwach. Wujek, którego tak bardzo kocham oszukał mnie, ale nie zostawię go. Nigdy. Jest jedyną osobą, która z nią jest i ją kocha.
-Przepraszam, że ci nie powiedziałem, wcześniej. Gdy byłaś dużo młodsza. Zaczęłabyś kształcić swoje moce, ale wtedy nie wiedziałem, że na twoje życie czyha demon. Demon, który jest twoim ojcem.
-Nic się nie stało. Naprawdę. Wszystko będzie dobrze. Kaspian mi pomoże. Obiecał, ci prawda?
Przytaknięcie głową.
-Dobrze wujku. A teraz się nie denerwuj. Ja wracam do tamtego domu i spróbuję to wszystko przemyśleć. Spróbuję…to wszystko ułożyć w głowie.
-Dobrze skarbie, tylko uważaj. –ucałował mnie w czubek głowy i odprowadził do drzwi. W tym czasie Kaspian na tył samochodu zapakował jej motor -Grovena.
-Pa.
-Trzymaj się kochana.
-Będę ją pilnował!-wykrzyknął brunet i wsiadł na miejsce kierowcy.
Pobiegłam na swoje miejsce pasażera i pojechali. 

NOTKA OD AUTORKI:

<ALBO ŻYCZENIA>

Kobietki Wy moje, życzę Wam spęłnienia waszych marzeń !

Żebyście się rozwijały (chodzi mi o pasje).

Dużo miłości i fantastycznych przyjaciół!

WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO Z OKAZJI DNIA KOBIET!

sobota, 7 marca 2015

Rozmowa

Podróż upłynęła nam w znośnej atmosferze. Pokierowałam Avery, oczywiście wtrącając kilka uwag,o zbyt ślimaczej prędkości lub nieumiejętnym prowadzeniu vana. Przy każdej uwadze byłam obrzucana spojrzeniem ciskającym piorunami.
Ale,co mi tam, po takim spojrzeniu?
Nic.
Wysiadłyśmy z samochodu i zatrzymałyśmy się przed maską samochodu.
-Masz trzydzieści minut.-rzuciła Avery i wróciła na swoje poprzednie miejsce.
Odwróciłam się w stronę małego, jednorodzinnego domku. Otynkowany, stary budynek stał tuż obok wielkiego starego dębu.. W dzieciństwie,kiedy jego rodzice jeszcze żyli bawiliśmy się pod tym drzewem w dom.
Podeszłam do drzwi i zapukałam. Odczekałam chwilę i przede mną stał już mój przyjaciel.
Diego jest przystojnym mężczyzną. Jego ciało jest rozbudowane, jest wyższy ode mnie o jakieś dziesięć centymetrów.
Kilkanaście lat przyjaźni z nim pozwoliło mi na chociaż lekkie przyzwyczajenie się do jego urody. Rozczochrane, ciemne włosy, kakaowe oczy i ten uśmiech. Gdy Diego uśmiechał się szczerze,zawsze pokazywał zęby a na jego twarzy pojawiał się uroczy dołeczek.
Moja ulubiona granatowa koszulka opinała się na jego ramionach i klatce piersiowej. Do tego czarne,poczciwe dresy.
Rzuciłam się na jego szyję, dziwiąc się,ze otaksowanie go zajęło mi tak niewiele czasu.
Schowałam twarz w zagłębienie jego obojczyku i zaszlochałam. Pierwszy raz od wielu lat, przy nim.
-Co się stało?-zapytał głaszcząc moje włosy w jakże dobrze mi znanym,uspokajającym geście.
-Wychodzę za mąż.-kolejne łzy i chwila spokoju.
A on? Wszystkie jego mięśnie się napięły,a ręka zatrzymała się.
-Diego? Pomóż mi. Proszę cię.
Odchrząknął.
-Ale co? Jak to?
-Normalnie. Wujek chce,żebym wyszła za mąż za Kaspiana di Volpe.
-Co? Za tego...za tego...?
-Tak za tego. A ja nie wiem co mam zrobić. Jestem pełna obaw.
-I Ci się nie dziwie! Jak twój wujek mógł wymyślić coś tak głupiego? Zawsze traktowałem go jak członka rodziny,a teraz okazał się durniem.
-Diego! Nie przesadzaj. To nadal mój wujek. Kocham go,ale nie potrafię uszanować jego decyzji.-wymruczałam.
-Przepraszam. Poniosło mnie.
Jego długi palec delikatnie uniósł moją brodę,tak żebyśmy mogli swobodnie patrzeć sobie oczy.
-Usiądźmy i pogadajmy. Chodź do salonu.
Pociągnął mnie za sobą i poszliśmy do przytulnego pokoju w północnej części domu. Szare umeblowanie wraz z białymi ścianami i czerwono-czarnymi dodatkami tworzyły spójną całość.
Usiedliśmy na dużej,szarej kanapie. Diego trzymał mnie cały czas przy swoim boku,jakbym miała mu zaraz uciec. A tego nie planowałam,chociaż wiedziałam że mam zaledwie 30 minut.
-To co się wydarzyło od naszego przedwczorajszego spotkania?-zapytał spokojnie. Zawsze go podziwiałam za umiejętność opanowywania emocji.
Opowiedziałam mu o wszystkim co się wydarzyło. Brunet na przemian był wściekły i smutny.
-Cholera jasna. Kiedy macie ten pieprzony ślub?
-Nie wiem. -odpowiedziałam zgodnie z prawdą.-Słuchaj ja muszę już iść.
-Dlaczego?-zapytał smutno.
-Mam ograniczony czas.
-No dobra. Spotkajmy się jutro na torze. Ty trochę poćwiczysz do wyścigu,a ja coś spróbuje wymyślić.
-Postaram się.
Podnieśliśmy się z kanapy i przytuliliśmy. Wcale nie chciałam go zostawić,nie teraz,gdy go potrzebowałam najbardziej.
Wyszliśmy,ostatni raz się pożegnaliśmy i ja ruszyłam do Avery, a razem z nią do mojego więzienia.
Jeszcze przed powrotem do "domu" zajechałyśmy do hipermarketu. Po jakieś mniejsze zakupy.
-Dziś z rana Kaspian pojechał na zakupy z Leonem. Mam nadzieje,ze potrafisz dobrze kłamac. Kaspianowi powiedz,ze nudziło ci się i że wybłagałaś mnie o wyjazd. Carlosowi mów ze byłyśmy na zakupach,mam nadzieje ze nikt się nie ogarnie. 

NOTKA OD AUTORKI:
Mam nadzieję, że problem ze zwiastunem został zażegnany i film odtwarza się.
Rozdziału nie było długo, bo miałam ciężczy okres [wszystko na drugim blogu].
Nie krzyczcie za długosc rozdziału, to wciąż stare rozdziały, a nie mam zamiaru dopisywać ich, żeby zmieniać kolejnych siedem...
DZIĘKUJĘ ZA WSZYSTKO !

środa, 4 marca 2015

Po wielu próbach...

Siedziałam nad tym zwiastunem już kilka wieczorów i za każdym razem  BANG program mi nawalał i się wyłączał.
Dzisiaj siedze w domu bo jestem strasznie chora i usiadłam do tego zwiastuna i proszę bardzo. 
Jest taki jaki ocekiwałam, że będzie. 
Miłego oglądania !


EDIT : Film powinien się teraz odtwarzać, mam taką nadzieję !

poniedziałek, 16 lutego 2015

Napalony goryl

Nigdy nie czułam się tak jak tego dnia, tuż po pobudce. W mojej głowie panował wielki mętlik. Dałam się od tak po prostu porwać,zamknąć w "więzieniu" i do tego wszystkiego ktoś ukrywa przede mną prawdę o moim życiu. Co powinnam zrobić w tym momencie? Chyba potrzebuję rady Diego. Tylko jak mam się do niego dostać, skoro nawet nie wiem, gdzie jestem teraz wywieziona. 

Podniosłam się z materaca i rozejrzałam się po mojej sypialni. Kolejny raz szukałam drogi ucieczki, ale na pewno nie chciałam ryzykować skręcenia kostki skacząc z okna. 
Ruszyłam w kierunku drzwi. Stanęłam przy nich i szarpnęłam za klamkę kilka razy, stwierdzając, że ta czynność nie ma większego sensu. Jedynie co, mogłam zrobić to zwrócić na siebie niepotrzebnie uwagę. 
Cofnęłam się w głąb pokoju. Usiadłam na materacu. 
Wcześniejsze myśli o ucieczce nagle gdzieś wyparowały. 
Nie potrafiłam, ułożyć chociażby jednej składanej myśli. 
Nie wiedziałam co mam zrobić. 
Nie było żadnego rozwiązania tej beznadziejnej sytuacji. 
Wszystkie możliwości ucieczki były odcięte. 
Podniosłam się flegmatycznie. Otworzyłam szafę, wyjęłam ubrania i bieliznę. Weszłam do łazienki i przejrzałam się w lustrze. Dopiero do mnie dotarło, że noc przespałam we wczorajszych ubraniach. 
Wzięłam prysznic i ubrałam czarne szorty z jasnoniebieskim podkoszulkiem. 
Wyszłam z łazienki i zdębiałam. Na łóżku odwrócona do mnie tyłem siedziała kobieta z rozpuszczonymi brąz włosami sięgającymi pasa. Odwróciła się. Moim oczom ukazała się bardzo ładna,delikatna i kobieca twarz. Ciemnozielone oczy nadawały dziewczynie nutki tajemniczości. 
Chwilę mierzyłyśmy się wzrokiem, aż końcu dziewczyna wstała i podeszła do mnie. 
Była ubrana w jeansowe spodenki i czarną koszulkę
-Cześć Cath, jestem Avery.-uścisnęłam wyciągniętą rękę . Zaraz, zaraz skąd ona znała moje imię?-Chcesz coś do jedzenia? Może masz ochotę na kawę? 
-Pokaż mi gdzie jest kuchnia i coś sobie zrobię.-spojrzałam w jej zielone tęczówki. 
-Od tego to jestem tu ja. 
Co? On ma nawet kucharkę? 
-Jesteś kucharką? 
-No coś w tym stylu Kaspian jest moim przyjacielem i po prostu dał mi pracę gdy było ciężko. Pomagam tu we wszystkim.-powiedziała i odwróciła się na pięcie. Ruszyła do drzwi.-Idziesz?-zapytała nie odwracając się. Chwyciła klamkę i nacisnęła ją, następnie przyciągnęła do siebie. 
-Jasne.-podbiegłam do niej i wyszłyśmy na korytarz. 
Zeszłyśmy na dół po schodach, skręciłyśmy w prawą stronę i weszłyśmy prosto do kuchni. 
Serce domu było nowocześnie urządzone. Meble koloru białego idealnie współgrały z granatowym kolorem ścian. Na środku kuchni stał duży, biały, ośmioosobowy stolik. Do pomieszczenia przez duże okno wdzierały się promienie słoneczne. 
-Nie masz dużego wyboru, bo chłopacy na śniadanie wyjedli całą zawartość lodówki. 
-Chłopacy?-zapytałam siadając na najbliższym krześle stojącym przy stole.
-Ciężko jest pilnować tak dużego majątku.-dziewczyna nieznacznie się zmieszała. Jednak po chwili na jej twarzy znów zagościł uśmiech przeznaczony dla mnie. 
-Jasne. 
-To co chcesz? 
-Wypiłabym kawę i zjadłabym kanapkę z szynką. 
-Już się robi. 
Po chwili przede mną wylądował talerzyk z dwoma kromkami chleba z szynką oraz czarny kubek z kawą rozpuszczalną. Upiłam łyk gorącego napoju i rozkoszowałam się smakiem. 
-Mam prośbę.-powiedziałam ogrzewając palce ciepłem kubka. 
-Tak? 
Dziewczyna wydała mi się warta zaufania. Postanowiłam zaryzykować i poprosić o pomoc. Musiałam się dostać do Diego. 
-Czy zawiozłabyś mnie do...mojego znajomego? Byliśmy umówieni na dziś, ale no jak widzisz jestem tutaj. 
-Nie, o nie. Dostałam nakaz pilnowania cię. Nie uwzględniono w nim żadnych wyjazdów. 
-Avery, proszę. To bardzo ważne. Muszę się z nim spotkać. 
-No nie wiem.-pokręciła głową i spojrzała w okno.-Zapewne będę tego żałowała, ale trudno. Zbieraj się. 
Uśmiechnęłam się i wstałam od stolika. 
-Masz może jakieś adidasy?-zapytałam. 
-Chodź.-brunetka wyprowadziła mnie z kuchni i stanęła w przedpokoju przy niskiej szafce. Otworzyła drzwiczki.-Druga półka jest cała twoja.-powiedziała i sama wzięła buty z pierwszej półki. Podeszłam i wzięłam pierwsze z brzegu sportowe buty. 
Wyszłyśmy drzwiami, które prowadziły prosto do garażu. 
Avery usiadła za kierownicą srebrnego mini vana. Zachęciła mnie, bym czym prędzej zajęła miejsce tuż obok i tak też zrobiłam. Zielonooka przycisnęła guzik na małym pilocie, po czym drzwi garażu uniosły się ku górze, pozwalając nam wyjechać z zacienionego miejsca. 
Moim oczom ukazał się zadbany podjazd. Pełen różnorodnych roślin. Pojechałyśmy prosto przed siebie. Zatrzymałyśmy się przed czarną mosiężną bramą. 
-Cześć Avery, gdzie zabierasz ją?-zapytał chłopak stojący przy wyjeździe. 
Był wysokim, dobrze zbudowanym blondynem. Z intensywnie niebieksimi tęczówkami, które porażąły swoim kolorem. Uśmiechał się, przy czym na jego prawym policzku gościł dołeczek. 
I jak tu się nie uśmiechać? 
-Jedziemy na zakupy. Kaspian kazał mi ją pilnować, a nie mam zamiaru zostawić jej z tobą. Napalonym gorylem.-uśmiechnęła się, a chłopak lekko zarumienił.-Dobra Carlos. Otwieraj tą bramę. 
Blondyn zrobił to co nakazała mu brunetka i ruszyłyśmy w dalszą podróż


ZOSTAWIAM TO WSZYSTKO BEZ KOMENTARZA.

wtorek, 3 lutego 2015

Znamię

Z impetem zostałam rzucona na tylne siedzenia czarnego SUVA. Dziś pobiłam wszelkie rekordy w krzyczeniu na jakiegoś kretyna. I aż się dziwie mojemu gardłu. 


Czekoloadowoki usiadł na miejscu kierowcy i z piskiem opon ruszył. Na pewno robił to specjalnie! Na pewno! Chciała dać nauczkę wjeżdżając na te wszystkie dziury. Specjalnie. 

Po kilkunastu minutach samochód się zatrzymał, a Kaspian wysiadł z samochodu. Otworzył tylnie drzwi i po raz kolejny przerzucił mnie przez swoje ramię. Świetnie. 
Wszystko w mojej głowie wirowało. Nawet nie zauważyłam kiedy wyładowałam na miękkim materacu. 
Usłyszałam dźwięk zamykanych i zakluczonych drzwi. 
Marzyłam o luksusowym więzieniu! Największe marzenie mojego życia właśnie się spełniło. 
Podniosłam się do siadu. Pokój był nieduży. Białe ściany były przyozdobione obrazami, o różnorodnych kolorach. Przy zachodniej ścianie stała wielka drewniana szafa, kilka mniejszych szafek,komoda i wszystkie w tym samym kolorze-głębokim brązie. Przy wschodniej ścianie znajdowały się drzwi-najprawdopodobniej za nimi znajdowała się łazienka, obok stało drewniane biurko. Przy południowej ścianie stało duże, jednoosobowe łózko na którym siedziałam, obok stała szafka nocna z małą lampką. Na tej samej ścianie znajdowały się dwa równie duże okna. Jednak jest szansa ucieczki! 
Zerwałam się z łózka i czym prędzej pociągnęłam za uchwyt. Nie, nie chciałam go rozwalić, po prostu w przypływie adrenaliny niekontrolowałm swojego ciał i siły wkładanej w każdy ruch. 
Okno otworzyło się do wewnątrz, a moją twarz owiał przyjemny letni wietrzyk. Wciągnęłam do płuc świeże powietrze. Spojrzałam w dół, aby sprawdzić jaka wysokość dzieliła mnie od ziemi, no świetnie. Znajdowaliśmy się na piętrze, ale nie chciałam ryzykować zwichnięcia lub złamania kostki skokiem z pierwszego piętra. Przymknęłam okno i wróciłam na uprzednie miejsce. 
Ten gbur nawet nie pozwolił mi pożegnać się z wujkiem. Kompletny idiota. Powiesiłbym takiego-pomyślałam i po raz kolejny podniosłam się z idealnie miękkiego materaca. Ruszyłam do drewnianej szafy. Otworzyłam ją a moim oczom okazały się wieszaki pełne ubrań. 
Ubrań, które w większości nie pasowały do mnie. Do mojego stylu i natury. 
Znalazłam parę czarnych szortów i zieloną koszulkę. Przeszukałam szuflady komody i znalazłam czystą bieliznę. Obrałam za kierunek drzwi. Chwyciłam za klamkę i na chwilę moje myśli zaczęły wirować w innym kierunku. A jeśli tam nie ma łazienki? Skąd masz wiedzieć czym on się zajmuje? Wiesz tylko jedno: on sponsoruje jedyną rozrywkę Bornsvill-wyścigi motorowe. 
Nie.-odpędziłam wszystkie myśli i pociągnęłam za klamkę. Otworzyłam drzwi i wymacałam włącznik światła. Blask żarówki rozświetlił każdy centymetr pomieszczenia. 
Odetchnęłam z ulgą. 
To łazienka. 
Ściany były wyłożone czarnymi kafelkami, tak samo jak podłoga. Białe i czerwone detale, jak umywalka,prysznic,szafki czy chociażby lampy dodawały pomieszczeniu szyku, elegancji i nowoczesności. Uśmiechnęłam się i podeszłam do umywalki nad którą wisiało lustro. 
Związałam włosy w koka i okręciłam wodę pod prysznicem,zdjęłam ubrania i weszłam pod strumień gorącej wody. Po tylu okropnych wrażeniach z dzisiejszego dnia mogłam pozwolić sobie na rozluźnienie. 

***

Leżałam na łóżku wpatrując się w sufit. Nie potrafię nic nie robić. Ciągle się wiercę i wierzgam nogami. Cholera ile już minęło? Godzina? Dwie? Trzy? Boże, Cath przestań tyle myśleć to się robi już nudne i głupie. 
Kroki na korytarzu niebezpiecznie zbliżyły się do drzwi mojego pokoju. 
Ktoś rozmawiał przez telefon. 
Nie ktoś. 
Ten dupek. 
-Nie panie Laingrot-gada z moim wujkiem!-musi pan powiadomić ją o tym samodzielnie. Ja nie mam zamiaru plątać ją w te bajery. Cath przejdzie wszystkie kursy...Nie, nie nie....mówiłem panu co oznacza jej znamię na brzuchu.-cholera! Skąd ten skurwiel wie gdzie mam znamię. Uspokój się dziewczyno. Oddychaj. Dowiedz się więcej.-nakazałam sobie.-Tak. Ma pan dobrą pamięć. Ależ nie...(śmiech).Tłumaczyłem panu milion razy, prawdę powie pan jej sam. Ja w tamtą błahostkę wcale się nie mieszam... Niech się pan o nią nie martwi, w moim domu jest bezpieczna. Tak. Porozmawiam z nią. Postaram się jeszcze dzisiaj.-brunet zakończył rozmowę i włożył klucz do zamka. Zgrzytnięcie i już chwycił za klamkę. Zamknęłam oczy. Oddychaj równomiernie. Spokój. 
Wszedł do pokoju i po kilku krokach znalazł się na łóżku. Usiadł i położył rękę na moim policzku. 
-Nie pozwolę, żeby cokolwiek ci się stało. Obiecuje. Kocham cię. Wyśpij się kochanie. Jutro czeka cię trudny dzień.-pocałował mnie w czoło i wyszedł. 
Nie zamknął tym razem drzwi na klucz. 
Starłam ręką z czoła niewidzialną ślinę i przewróciłam się na bok. Po chwili zasnęłam. 

NOTATKA OD AUTORKI :

Kolejny rozdział za Nami !
Na obu blogach pojawiły się rozdziały.
Zapraszam do czytania i komentowania.
Przy okazji informuję o zakładce SPAM !!!

piątek, 30 stycznia 2015

Błąd

-Cath! Chodź na dół. Mamy gościa. 
Od czasu wejścia do pokoju zdarzyłam się ogarnąc z wierzchu. Założyłam białą koszulkę i jeansowe shorty. Umyłam twarz i związałam moje włosy w kucyk. 
Kolejny raz tego dnia przejrzałam się w lustrze. 
"Wujek będzie zadowolony"-pomyślałam i ruszyłam na dół. 
Nie uśmiechało mi się spotykanie z moim przyszłym-niechcianym-mężem. 
Spokojnym krokiem weszłam do kuchni. Przy stole siedział wuj z mężczyzną odwróconym do mnie tyłem. 
-O! Cath jesteś przedstawiam ci Kaspiana. 
Mężczyzna podniósł się z drewnianego stołka i odwrócił w moją stronę. 
-Cześć,jestem Kaspian. 
To zabrzmiało równie głupio gdyby powiedział: "Cześć,będę twoim mężem" 
Spojrzałam w jego oczy miał czekoladowe tęczówki w których tańczyły iskierki. Z niewielkiej dzielącej nas odległości dostrzegłam, że jego wargi są bladoróżowe. Na jego twarzy widoczna była opalenizna, co świadczyło o tym,że większość czasu spędzał na świeżym powietrzu. Jego brązowa czupryna była w lekkim nieładzie który idealnie pasował do jego twarzy. Na sobie miał białą koszulę i ciemne jeansy. 
"Zaraz,zaraz. Ja znam ten ryj. Tylko skąd?"- w mojej głowie zaczęły pojawiać się przeróżne obrazy. "No tak! To on jest sponsorem wszystkich wyścigów motorowych w Bronsvill." 
Bronsvill nie należało do dużych,rozrywkowych miast. Każdy turysta mógł tu znaleźć kilka restauracji,klubów i jeden bar. Następnym co można tu było znaleźć były lasy i łąki. Zero atrakcji prócz co tygodniowych wyścigów, w których ja brałam udział od czterech lat i których sponsorem był mój przyszły "mężulek". 
-Kochanie usiądź. Omówimy zaraz wszystkie szczegóły waszego ślubu. 
-Co?!-wykrzyknęłam. 
Nie do wiary. Nie znam tego całego Kaspiana a oni chcą już ustalać datę i inne nie ważne sprawy powiązane z jakimś niewypalonym pomysłem ślubu. 
-No musimy ustalić datę naszego ślubu skarbie.-kolejny raz głos zabrał brunet. Spojrzałam na niego. Gdyby wzrok potrafił zabijać...
"Skarbie?Ja dam temu typkowi!" 
Zauważyłam na stole lampkę z niedokończonym winem sięgającym połowy szkła. Podeszłam do stołu, chwyciłam kieliszek i wylałam jego zawartość na białą koszulę bruneta. Jego wzrok ciskał we mnie gromami. Uśmiechnęłam się łobuzersko i wybiegłam z kuchni, przecinając salon i wybiegając na taras. Przeskoczyłam niewielki murek i wylądowałam miękko na ziemi. Ruszyłam w stronę garażu oddalonego od domu o kilkanaście metrów. Już widziałam zarys budynku, gdy z impetem zostałam powalona na ziemię. Niedawno skoszona trawa łaskotała moje odkryte nogi i ręce. 
Ktoś mocno nalegał abym się odwróciła. Jakoś mimo ograniczonej swobodzie ruchów udało mi się położyć się na plecach. 
"Zgadnijcie kto siedział na moim brzuchu okrakiem?" 
"Pan Plama" 
Zaśmiałam się bezgłośnie i zaczęłam wierzgać nogami. Brunet złapał moje kolana rękoma przy czym uniemożliwiając mi kontynuowanie mojej "obrony".
-Słuchaj!-krzyknął, a mnie serce stanęło.-Koszulę Ci jakoś przebaczę. Uznam to za zwykły wypadek, ale w zamian ty dziś zamieszkasz u mnie. Jeśli nie pójdzie po mojej myśli użyję siły-powiedział i ze szczerym rozbawieniem na twarzy patrzył mi prosto w oczy. 
"Idiota, dupek, bezmózgowiec, kretyn, świr, głąb kapuściany, burak, debil, głupek, ignorant."-słowa same nasuwały mi się na język, ale świadomie je powstrzymywałam, milcząc. 
-Jaka jest twoja odpowiedź?-zapytał z błyskiem w oku. 
-Nigdy w życiu!-wykrzyknęłam mu prosto w twarz.-Nie możesz iścić sobie do mnie żadnych praw! 
Brązowooki podniósł się i znów pochylił się nade mną, abym po chwili zwisała z jego ramienia głową skierowaną na jego plecy. 
-Kretyn. Kompletny idiota. 
-Gadasz sama z sobą, czy jak?-zapytał z ironią. 
Umilkłam. 
Nie pozwolę temu kretynowi iścić sobie do mnie jakichkolwiek praw. Nie pozwolę nikomu rządzić moim poukładanym do tej pory życiem. Ten facet będzie musiał zapłacić za popełniony przed chwilą błąd. 

***
1 jest :)
Trochę krótki, ale gdybym zmieniła fabułę w tym rozdziale musialabym robić to w każdym kolejnym.
Póki co mam ok.13 rozdzialów gotowych.
Są zwroty akcji, romanse, sporo sekretów, które czekają na ujawnienie.
Czekam na opinie :)
Rozdział na : Abducted powinien pojawić się niedługo.
P.S wciąż pracuję and wyglądem tego bloga :)
Udanego piątku !

niedziela, 25 stycznia 2015

Prolog

Witam !
Mam nadzieję, że prolog odpowiada wszystkim :)
Wygląd wciąż nie dopracowany, ale cóż mamy 1:20...
Miłego czytania 

***

Czy kiedykolwiek zostaliście do czegoś zmuszeni? Na przykład do ślubu? Do wyjścia za mąż za prawie nieznanego mi człowieka? Czy zostaliście sami, bez prawa do głosu? 

Catherina Loyla przeżyła to jednego dnia. Jednego dnia jej życie wykonało obrót o 360 stopni. A ona sama została ze swoimi sprzeciwami gdzieś daleko. 
-Wujku, jak ty mogłeś mi to zrobić?- zapytała z wyrzutem mężczyznę po czterdziestce, zmierzając tuż za nim do kuchni. 
-Cat, skarbie. Robię to dla twojego szczęścia. 
-Ale wujku, to chyba ja powinnam decydować dzięki czemu czuję się szczęśliwa. Nie uważasz? 
-I wybrałabyś motory, prawda? Cat, masz już dwadzieścia lat, a interesują cię tylko te dwukołowce. 
Mężczyzna usiadł przy okrągłym stoliku i nalał sobie lampkę wina na uspokojenie nerwów. 
Ruda nigdy nie dawała mu chwili spokoju. Odkąd zaopiekował się córką jego siostry jego życie zaczęło się kręcić w okół dziewczyny. Dostosował się do jej trybu życia i jakoś dawał radę. Chociaż wiedział, że jego zmarła siostra nie pochwaliłaby kilku nawyków córki, jak na przykład zamiłowanie wyścigami i motorami, ale cieszył się w głębi duszy. 
-Ale wujku, motory to moje życie. Nie ma w nim miejsca dla innego faceta niż ty lub Diego. 
-Kochana uszykuj się bo Kaspian zaraz przyjedzie po ciebie i twoje rzeczy. 
-Co?! 
-No wyprowadzasz się kochanie. Przecież musisz poznać swojego narzeczonego. 
-A może ja wolę zostać razem z tobą? 
-Cat, nie zaczynaj proszę. Idź na górę i się przebierz. Zaraz będziemy mieć tutaj gościa a ty stoisz na środku kuchni w podartych ubraniach w dodatku całych uwalonych smarem. Marsz na górę!-mężczyzna schylił głowę i zawiesił wzrok na białym obrusie. 
To oznaczało definitywny koniec rozmowy. 
Ruda posłuchała wuja i ruszyła po schodach nucąc pod nosem dobrze jej znane od pięciu minut dwa słowa: nienawidzę Kaspiana. 
Ta myśl, te dwa słowa jedynie cisnęły się na jej usta. 
Jak taki facet bezczelnie może rządzić moim życiem?-pomyślała. 
Jej pokój był mały, ale od zawsze go kochała. 
Ściany były koloru białego. Miała w pomieszczeniu kilka mebli: toaletkę,komodę,szafę i biurko. Przy zachodniej ścianie stało duże lustro. Przejrzała się w nim. 
Nie rozumiała o co chodziło jej wujkowi. 
Przecież wyglądała tak jak zawsze. 
Krótkie,porwane,pobrudzone,jeansowe szorty i ciemno fioletowa uwalona smarem koszulka na ramiączka. Do tego kryte buty. 
Uśmiechnęła się do swojego odbicia. Twarz też nie była najczystsza. Na prawym policzku wzdłuż kości widoczna była czarna smuga, podobna znajdowała się na czole i podbródku. 
Takie życie jej odpowiadało. 
To była ona. 
Catherina Loyla.