piątek, 30 stycznia 2015

Błąd

-Cath! Chodź na dół. Mamy gościa. 
Od czasu wejścia do pokoju zdarzyłam się ogarnąc z wierzchu. Założyłam białą koszulkę i jeansowe shorty. Umyłam twarz i związałam moje włosy w kucyk. 
Kolejny raz tego dnia przejrzałam się w lustrze. 
"Wujek będzie zadowolony"-pomyślałam i ruszyłam na dół. 
Nie uśmiechało mi się spotykanie z moim przyszłym-niechcianym-mężem. 
Spokojnym krokiem weszłam do kuchni. Przy stole siedział wuj z mężczyzną odwróconym do mnie tyłem. 
-O! Cath jesteś przedstawiam ci Kaspiana. 
Mężczyzna podniósł się z drewnianego stołka i odwrócił w moją stronę. 
-Cześć,jestem Kaspian. 
To zabrzmiało równie głupio gdyby powiedział: "Cześć,będę twoim mężem" 
Spojrzałam w jego oczy miał czekoladowe tęczówki w których tańczyły iskierki. Z niewielkiej dzielącej nas odległości dostrzegłam, że jego wargi są bladoróżowe. Na jego twarzy widoczna była opalenizna, co świadczyło o tym,że większość czasu spędzał na świeżym powietrzu. Jego brązowa czupryna była w lekkim nieładzie który idealnie pasował do jego twarzy. Na sobie miał białą koszulę i ciemne jeansy. 
"Zaraz,zaraz. Ja znam ten ryj. Tylko skąd?"- w mojej głowie zaczęły pojawiać się przeróżne obrazy. "No tak! To on jest sponsorem wszystkich wyścigów motorowych w Bronsvill." 
Bronsvill nie należało do dużych,rozrywkowych miast. Każdy turysta mógł tu znaleźć kilka restauracji,klubów i jeden bar. Następnym co można tu było znaleźć były lasy i łąki. Zero atrakcji prócz co tygodniowych wyścigów, w których ja brałam udział od czterech lat i których sponsorem był mój przyszły "mężulek". 
-Kochanie usiądź. Omówimy zaraz wszystkie szczegóły waszego ślubu. 
-Co?!-wykrzyknęłam. 
Nie do wiary. Nie znam tego całego Kaspiana a oni chcą już ustalać datę i inne nie ważne sprawy powiązane z jakimś niewypalonym pomysłem ślubu. 
-No musimy ustalić datę naszego ślubu skarbie.-kolejny raz głos zabrał brunet. Spojrzałam na niego. Gdyby wzrok potrafił zabijać...
"Skarbie?Ja dam temu typkowi!" 
Zauważyłam na stole lampkę z niedokończonym winem sięgającym połowy szkła. Podeszłam do stołu, chwyciłam kieliszek i wylałam jego zawartość na białą koszulę bruneta. Jego wzrok ciskał we mnie gromami. Uśmiechnęłam się łobuzersko i wybiegłam z kuchni, przecinając salon i wybiegając na taras. Przeskoczyłam niewielki murek i wylądowałam miękko na ziemi. Ruszyłam w stronę garażu oddalonego od domu o kilkanaście metrów. Już widziałam zarys budynku, gdy z impetem zostałam powalona na ziemię. Niedawno skoszona trawa łaskotała moje odkryte nogi i ręce. 
Ktoś mocno nalegał abym się odwróciła. Jakoś mimo ograniczonej swobodzie ruchów udało mi się położyć się na plecach. 
"Zgadnijcie kto siedział na moim brzuchu okrakiem?" 
"Pan Plama" 
Zaśmiałam się bezgłośnie i zaczęłam wierzgać nogami. Brunet złapał moje kolana rękoma przy czym uniemożliwiając mi kontynuowanie mojej "obrony".
-Słuchaj!-krzyknął, a mnie serce stanęło.-Koszulę Ci jakoś przebaczę. Uznam to za zwykły wypadek, ale w zamian ty dziś zamieszkasz u mnie. Jeśli nie pójdzie po mojej myśli użyję siły-powiedział i ze szczerym rozbawieniem na twarzy patrzył mi prosto w oczy. 
"Idiota, dupek, bezmózgowiec, kretyn, świr, głąb kapuściany, burak, debil, głupek, ignorant."-słowa same nasuwały mi się na język, ale świadomie je powstrzymywałam, milcząc. 
-Jaka jest twoja odpowiedź?-zapytał z błyskiem w oku. 
-Nigdy w życiu!-wykrzyknęłam mu prosto w twarz.-Nie możesz iścić sobie do mnie żadnych praw! 
Brązowooki podniósł się i znów pochylił się nade mną, abym po chwili zwisała z jego ramienia głową skierowaną na jego plecy. 
-Kretyn. Kompletny idiota. 
-Gadasz sama z sobą, czy jak?-zapytał z ironią. 
Umilkłam. 
Nie pozwolę temu kretynowi iścić sobie do mnie jakichkolwiek praw. Nie pozwolę nikomu rządzić moim poukładanym do tej pory życiem. Ten facet będzie musiał zapłacić za popełniony przed chwilą błąd. 

***
1 jest :)
Trochę krótki, ale gdybym zmieniła fabułę w tym rozdziale musialabym robić to w każdym kolejnym.
Póki co mam ok.13 rozdzialów gotowych.
Są zwroty akcji, romanse, sporo sekretów, które czekają na ujawnienie.
Czekam na opinie :)
Rozdział na : Abducted powinien pojawić się niedługo.
P.S wciąż pracuję and wyglądem tego bloga :)
Udanego piątku !

niedziela, 25 stycznia 2015

Prolog

Witam !
Mam nadzieję, że prolog odpowiada wszystkim :)
Wygląd wciąż nie dopracowany, ale cóż mamy 1:20...
Miłego czytania 

***

Czy kiedykolwiek zostaliście do czegoś zmuszeni? Na przykład do ślubu? Do wyjścia za mąż za prawie nieznanego mi człowieka? Czy zostaliście sami, bez prawa do głosu? 

Catherina Loyla przeżyła to jednego dnia. Jednego dnia jej życie wykonało obrót o 360 stopni. A ona sama została ze swoimi sprzeciwami gdzieś daleko. 
-Wujku, jak ty mogłeś mi to zrobić?- zapytała z wyrzutem mężczyznę po czterdziestce, zmierzając tuż za nim do kuchni. 
-Cat, skarbie. Robię to dla twojego szczęścia. 
-Ale wujku, to chyba ja powinnam decydować dzięki czemu czuję się szczęśliwa. Nie uważasz? 
-I wybrałabyś motory, prawda? Cat, masz już dwadzieścia lat, a interesują cię tylko te dwukołowce. 
Mężczyzna usiadł przy okrągłym stoliku i nalał sobie lampkę wina na uspokojenie nerwów. 
Ruda nigdy nie dawała mu chwili spokoju. Odkąd zaopiekował się córką jego siostry jego życie zaczęło się kręcić w okół dziewczyny. Dostosował się do jej trybu życia i jakoś dawał radę. Chociaż wiedział, że jego zmarła siostra nie pochwaliłaby kilku nawyków córki, jak na przykład zamiłowanie wyścigami i motorami, ale cieszył się w głębi duszy. 
-Ale wujku, motory to moje życie. Nie ma w nim miejsca dla innego faceta niż ty lub Diego. 
-Kochana uszykuj się bo Kaspian zaraz przyjedzie po ciebie i twoje rzeczy. 
-Co?! 
-No wyprowadzasz się kochanie. Przecież musisz poznać swojego narzeczonego. 
-A może ja wolę zostać razem z tobą? 
-Cat, nie zaczynaj proszę. Idź na górę i się przebierz. Zaraz będziemy mieć tutaj gościa a ty stoisz na środku kuchni w podartych ubraniach w dodatku całych uwalonych smarem. Marsz na górę!-mężczyzna schylił głowę i zawiesił wzrok na białym obrusie. 
To oznaczało definitywny koniec rozmowy. 
Ruda posłuchała wuja i ruszyła po schodach nucąc pod nosem dobrze jej znane od pięciu minut dwa słowa: nienawidzę Kaspiana. 
Ta myśl, te dwa słowa jedynie cisnęły się na jej usta. 
Jak taki facet bezczelnie może rządzić moim życiem?-pomyślała. 
Jej pokój był mały, ale od zawsze go kochała. 
Ściany były koloru białego. Miała w pomieszczeniu kilka mebli: toaletkę,komodę,szafę i biurko. Przy zachodniej ścianie stało duże lustro. Przejrzała się w nim. 
Nie rozumiała o co chodziło jej wujkowi. 
Przecież wyglądała tak jak zawsze. 
Krótkie,porwane,pobrudzone,jeansowe szorty i ciemno fioletowa uwalona smarem koszulka na ramiączka. Do tego kryte buty. 
Uśmiechnęła się do swojego odbicia. Twarz też nie była najczystsza. Na prawym policzku wzdłuż kości widoczna była czarna smuga, podobna znajdowała się na czole i podbródku. 
Takie życie jej odpowiadało. 
To była ona. 
Catherina Loyla.