sobota, 7 marca 2015

Rozmowa

Podróż upłynęła nam w znośnej atmosferze. Pokierowałam Avery, oczywiście wtrącając kilka uwag,o zbyt ślimaczej prędkości lub nieumiejętnym prowadzeniu vana. Przy każdej uwadze byłam obrzucana spojrzeniem ciskającym piorunami.
Ale,co mi tam, po takim spojrzeniu?
Nic.
Wysiadłyśmy z samochodu i zatrzymałyśmy się przed maską samochodu.
-Masz trzydzieści minut.-rzuciła Avery i wróciła na swoje poprzednie miejsce.
Odwróciłam się w stronę małego, jednorodzinnego domku. Otynkowany, stary budynek stał tuż obok wielkiego starego dębu.. W dzieciństwie,kiedy jego rodzice jeszcze żyli bawiliśmy się pod tym drzewem w dom.
Podeszłam do drzwi i zapukałam. Odczekałam chwilę i przede mną stał już mój przyjaciel.
Diego jest przystojnym mężczyzną. Jego ciało jest rozbudowane, jest wyższy ode mnie o jakieś dziesięć centymetrów.
Kilkanaście lat przyjaźni z nim pozwoliło mi na chociaż lekkie przyzwyczajenie się do jego urody. Rozczochrane, ciemne włosy, kakaowe oczy i ten uśmiech. Gdy Diego uśmiechał się szczerze,zawsze pokazywał zęby a na jego twarzy pojawiał się uroczy dołeczek.
Moja ulubiona granatowa koszulka opinała się na jego ramionach i klatce piersiowej. Do tego czarne,poczciwe dresy.
Rzuciłam się na jego szyję, dziwiąc się,ze otaksowanie go zajęło mi tak niewiele czasu.
Schowałam twarz w zagłębienie jego obojczyku i zaszlochałam. Pierwszy raz od wielu lat, przy nim.
-Co się stało?-zapytał głaszcząc moje włosy w jakże dobrze mi znanym,uspokajającym geście.
-Wychodzę za mąż.-kolejne łzy i chwila spokoju.
A on? Wszystkie jego mięśnie się napięły,a ręka zatrzymała się.
-Diego? Pomóż mi. Proszę cię.
Odchrząknął.
-Ale co? Jak to?
-Normalnie. Wujek chce,żebym wyszła za mąż za Kaspiana di Volpe.
-Co? Za tego...za tego...?
-Tak za tego. A ja nie wiem co mam zrobić. Jestem pełna obaw.
-I Ci się nie dziwie! Jak twój wujek mógł wymyślić coś tak głupiego? Zawsze traktowałem go jak członka rodziny,a teraz okazał się durniem.
-Diego! Nie przesadzaj. To nadal mój wujek. Kocham go,ale nie potrafię uszanować jego decyzji.-wymruczałam.
-Przepraszam. Poniosło mnie.
Jego długi palec delikatnie uniósł moją brodę,tak żebyśmy mogli swobodnie patrzeć sobie oczy.
-Usiądźmy i pogadajmy. Chodź do salonu.
Pociągnął mnie za sobą i poszliśmy do przytulnego pokoju w północnej części domu. Szare umeblowanie wraz z białymi ścianami i czerwono-czarnymi dodatkami tworzyły spójną całość.
Usiedliśmy na dużej,szarej kanapie. Diego trzymał mnie cały czas przy swoim boku,jakbym miała mu zaraz uciec. A tego nie planowałam,chociaż wiedziałam że mam zaledwie 30 minut.
-To co się wydarzyło od naszego przedwczorajszego spotkania?-zapytał spokojnie. Zawsze go podziwiałam za umiejętność opanowywania emocji.
Opowiedziałam mu o wszystkim co się wydarzyło. Brunet na przemian był wściekły i smutny.
-Cholera jasna. Kiedy macie ten pieprzony ślub?
-Nie wiem. -odpowiedziałam zgodnie z prawdą.-Słuchaj ja muszę już iść.
-Dlaczego?-zapytał smutno.
-Mam ograniczony czas.
-No dobra. Spotkajmy się jutro na torze. Ty trochę poćwiczysz do wyścigu,a ja coś spróbuje wymyślić.
-Postaram się.
Podnieśliśmy się z kanapy i przytuliliśmy. Wcale nie chciałam go zostawić,nie teraz,gdy go potrzebowałam najbardziej.
Wyszliśmy,ostatni raz się pożegnaliśmy i ja ruszyłam do Avery, a razem z nią do mojego więzienia.
Jeszcze przed powrotem do "domu" zajechałyśmy do hipermarketu. Po jakieś mniejsze zakupy.
-Dziś z rana Kaspian pojechał na zakupy z Leonem. Mam nadzieje,ze potrafisz dobrze kłamac. Kaspianowi powiedz,ze nudziło ci się i że wybłagałaś mnie o wyjazd. Carlosowi mów ze byłyśmy na zakupach,mam nadzieje ze nikt się nie ogarnie. 

NOTKA OD AUTORKI:
Mam nadzieję, że problem ze zwiastunem został zażegnany i film odtwarza się.
Rozdziału nie było długo, bo miałam ciężczy okres [wszystko na drugim blogu].
Nie krzyczcie za długosc rozdziału, to wciąż stare rozdziały, a nie mam zamiaru dopisywać ich, żeby zmieniać kolejnych siedem...
DZIĘKUJĘ ZA WSZYSTKO !

2 komentarze: