Nigdy
nie czułam się tak jak tego dnia, tuż po pobudce. W mojej głowie
panował wielki mętlik. Dałam się od tak po prostu porwać,zamknąć
w "więzieniu" i do tego wszystkiego ktoś ukrywa przede
mną prawdę o moim życiu. Co powinnam zrobić w tym momencie? Chyba
potrzebuję rady Diego. Tylko jak mam się do niego dostać, skoro
nawet nie wiem, gdzie jestem teraz wywieziona.
Podniosłam
się z materaca i rozejrzałam się
po mojej sypialni. Kolejny raz szukałam drogi ucieczki, ale na pewno
nie chciałam ryzykować skręcenia kostki skacząc z okna.
Ruszyłam
w kierunku drzwi. Stanęłam przy nich i szarpnęłam za klamkę
kilka razy, stwierdzając, że ta czynność nie ma większego sensu.
Jedynie co, mogłam zrobić to zwrócić na siebie niepotrzebnie
uwagę.
Cofnęłam
się w głąb pokoju. Usiadłam na materacu.
Wcześniejsze
myśli o ucieczce nagle gdzieś wyparowały.
Nie
potrafiłam,
ułożyć
chociażby jednej składanej
myśli.
Nie
wiedziałam co mam zrobić.
Nie
było żadnego rozwiązania tej beznadziejnej sytuacji.
Wszystkie
możliwości ucieczki były odcięte.
Podniosłam
się flegmatycznie. Otworzyłam szafę, wyjęłam
ubrania i bieliznę. Weszłam do łazienki i przejrzałam się w
lustrze. Dopiero do mnie dotarło, że noc przespałam we
wczorajszych ubraniach.
Wzięłam
prysznic i ubrałam czarne szorty z jasnoniebieskim
podkoszulkiem.
Wyszłam
z łazienki i zdębiałam. Na łóżku odwrócona do mnie tyłem
siedziała kobieta z rozpuszczonymi brąz włosami sięgającymi
pasa. Odwróciła się. Moim oczom ukazała się bardzo
ładna,delikatna i kobieca twarz. Ciemnozielone oczy nadawały
dziewczynie nutki tajemniczości.
Chwilę
mierzyłyśmy się wzrokiem, aż końcu dziewczyna wstała i podeszła
do mnie.
Była
ubrana w jeansowe spodenki i czarną koszulkę.
-Cześć
Cath, jestem Avery.-uścisnęłam wyciągniętą rękę . Zaraz,
zaraz skąd ona znała moje imię?-Chcesz coś do jedzenia? Może
masz ochotę na kawę?
-Pokaż
mi gdzie jest kuchnia i coś sobie zrobię.-spojrzałam
w jej zielone tęczówki.
-Od
tego to jestem tu ja.
Co?
On ma nawet kucharkę?
-Jesteś
kucharką?
-No
coś w tym stylu Kaspian jest moim przyjacielem i po prostu dał mi
pracę gdy było ciężko. Pomagam tu we wszystkim.-powiedziała i
odwróciła się na pięcie. Ruszyła do drzwi.-Idziesz?-zapytała
nie odwracając się. Chwyciła klamkę i nacisnęła ją, następnie
przyciągnęła do siebie.
-Jasne.-podbiegłam
do niej i wyszłyśmy na korytarz.
Zeszłyśmy
na dół po schodach, skręciłyśmy w prawą stronę i weszłyśmy
prosto do kuchni.
Serce
domu było nowocześnie urządzone. Meble koloru białego idealnie
współgrały z granatowym kolorem ścian. Na środku kuchni stał
duży, biały, ośmioosobowy stolik. Do pomieszczenia przez duże
okno wdzierały się promienie słoneczne.
-Nie
masz dużego wyboru, bo chłopacy na śniadanie wyjedli całą
zawartość lodówki.
-Chłopacy?-zapytałam
siadając na najbliższym krześle stojącym przy stole.
-Ciężko
jest pilnować tak dużego majątku.-dziewczyna nieznacznie się
zmieszała. Jednak po chwili na jej twarzy znów zagościł uśmiech
przeznaczony dla mnie.
-Jasne.
-To
co chcesz?
-Wypiłabym
kawę i zjadłabym kanapkę z szynką.
-Już
się robi.
Po
chwili przede mną wylądował talerzyk z dwoma kromkami chleba z
szynką oraz czarny kubek z kawą rozpuszczalną. Upiłam łyk
gorącego napoju i rozkoszowałam się smakiem.
-Mam
prośbę.-powiedziałam
ogrzewając palce ciepłem kubka.
-Tak?
Dziewczyna
wydała mi się warta zaufania. Postanowiłam zaryzykować i poprosić
o pomoc. Musiałam się dostać do Diego.
-Czy
zawiozłabyś mnie do...mojego znajomego? Byliśmy umówieni
na dziś, ale no jak widzisz jestem tutaj.
-Nie,
o nie. Dostałam nakaz pilnowania cię. Nie uwzględniono w nim
żadnych wyjazdów.
-Avery,
proszę. To bardzo ważne. Muszę się z nim spotkać.
-No
nie wiem.-pokręciła głową i spojrzała w okno.-Zapewne będę
tego żałowała, ale trudno. Zbieraj się.
Uśmiechnęłam
się i wstałam od stolika.
-Masz
może jakieś adidasy?-zapytałam.
-Chodź.-brunetka
wyprowadziła mnie z kuchni i stanęła w przedpokoju przy niskiej
szafce. Otworzyła drzwiczki.-Druga półka jest cała
twoja.-powiedziała i sama wzięła buty z pierwszej półki.
Podeszłam i wzięłam pierwsze z brzegu sportowe buty.
Wyszłyśmy
drzwiami, które
prowadziły prosto do garażu.
Avery
usiadła za kierownicą srebrnego mini vana. Zachęciła mnie, bym
czym prędzej zajęła miejsce tuż obok i tak też zrobiłam.
Zielonooka przycisnęła guzik na małym pilocie, po czym drzwi
garażu uniosły się ku górze, pozwalając nam wyjechać z
zacienionego miejsca.
Moim
oczom ukazał się zadbany podjazd. Pełen różnorodnych
roślin. Pojechałyśmy prosto przed siebie. Zatrzymałyśmy się
przed czarną mosiężną bramą.
-Cześć
Avery, gdzie zabierasz ją?-zapytał chłopak stojący przy
wyjeździe.
Był
wysokim, dobrze zbudowanym blondynem. Z intensywnie niebieksimi
tęczówkami, które porażąły
swoim kolorem. Uśmiechał się, przy czym na jego prawym policzku
gościł dołeczek.
I
jak tu się nie uśmiechać?
-Jedziemy
na zakupy. Kaspian kazał mi ją pilnować, a nie mam zamiaru
zostawić jej z tobą. Napalonym gorylem.-uśmiechnęła się, a
chłopak lekko zarumienił.-Dobra Carlos. Otwieraj tą
bramę.
Blondyn
zrobił to co nakazała mu brunetka i ruszyłyśmy w dalszą podróż
ZOSTAWIAM TO WSZYSTKO BEZ KOMENTARZA.

A ja z komentarzem to zostawie ^^ jestem ciekawa co zrobi Kaspian jak nie zastanie jej w domu :D
OdpowiedzUsuńW sumie też jestem ciekawa :D
UsuńRozdział zajebisty! :D
OdpowiedzUsuńJestem baaardzo ciekawa co wydarzy się w kolejnych rozdziałach, na które mam nadzieję, nie będe musiała długo czekać ;)
Życzę weny i czytelników!
Pozdrawiam.
A.Wiktoria :*